Jestem z siebie dumna!!! Tak się złożyło, że zostałam sama przed Świętami. Michałka rodzice zabrali już na wieś, Rafała wysłali na montaż do Gdańska (???). Nawet rodzice o tej sytuacji nic nie wiedzą, bo po co mają się martwić. W piątek byłam załamana i zaryczana. Jak mam sobie dać radę sama. Prezenty jeszcze wszystkie nie kupione. Kolejki w marketach, miejsca dla niepełnosprawnych zajęte oczywiście przez samych niepełnosprawnych (!), paru osobom trzeba pozawozić upominki. I do tego wszystkiego mróz i odśnieżanie samochodu. Tragedia. Dałam radę!!! Dziś melduję wykonanie zadania :) Wstawałam przez sobotę i niedzielę rano, żeby być ok. 10 rano w sklepach, bo wtedy jest jeszcze w miarę. Prezenty pokupione. Dziś jeszcze pozawoziłam upominki. I teraz mogę w spokoju zjeść zamówioną pizzę :)
Jestem wielka! Od pewnego czasu, przez moją chorobę i trudności z nią związane, wiedziałam już, że móc to znaczy chcieć i odwrotnie. Teraz jestem pewna w 100%!!! Idę obiadować :))))
P.S.
Zapomniałam napisać. Sprawiłam sobie małą nagrodę. Wracając popołudniu do domu, ulicami, gdzie mało kto jeździ, zafundowałam sobie kontrolowane poślizgi z użyciem hamulca ręcznego. Miodzio!!!
O taaaak! Szatan w pudełku na czterech kółkach! Jesteś jednak jednym z lepszych kierowców jakich znam. Pamiętam jeden niekontrolowany poślizg w jaki wpadłyśmy…ja przytkana nie mogłam wydobyć słowa z żołądkiem w gardle…a Marzewska, jak już na luzaku opanowała samochód, z iskierką w oku pokazała błyszczące ząbki i z uśmiechem „no ..nieźle…” Szatan
jestem z Ciebie dumna! SUPERWOMAN!!!! a za ten poślizg dostaniesz „lapę” jak się zobaczymy ;-)))))