Ale numer!

Może wiecie, może nie, ale wszystkie SMki robią teraz badania dopplerem żył szyjnych. A dlatego, że okazuje się, że my, chorzy, cierpimy na tzw. przewlekłą niewydolność żył mózgowo-rdzeniowych. Czym to się je? A więc przez zły obieg krwi w mózgu gromadzą się tam zbędne pokłady np. żelaza czy tłuszczów, które prawdopodobnie powodują uaktywnienie czynników doprowadzających do rzutów choroby. W Polsce to nowość, we Włoszech ta teoria znana jest od 2002 r. Od końca zeszłego roku przeprowadzane są operacje wszczepiania stentów bądź baloników do żył szyjnych chorych na SM np. w Katowicach. Nie uleczy to, ale ponoć poprawia bardzo komfort życia. No i dlatego ten boom na dopplera. Ja również chciałam dołączyć do osób, którym przeprowadzono takie badanie i dołączyłam. W poniedziałek okazało się, że mam niedrożne żyły szyjne, w lewej to krew praktycznie „stoi”. I to jest ten NUMER. Bo chyba okazuje się, że ta teoria naczyniowa SMu ma w sobie coś!!! Już widzę miny firm farmaceutycznych! I dobrze im tak!!! W czwartek mam rezonans magnetyczny tych żył, żeby było wszystko czarno na białym i potem…………….operacja. Tak myślałam o tym wcześniej, czy w ogóle się na to zdecydować. Wymyśliłam, że muszę. Za parę lat, jak będzie już za późno, będę sobie pluła w brodę, że nie spróbowałam. Jak nic mi to nie da (a zawsze nastawiam się raczej niegatywnie, żeby się nie rozczarować) to mogę powiedzieć, że próbowałam, nie wyszło, trudno. Jak się uda i choć w niewielkim stopniu będzie lepiej, no to super!!!!!!!! Ja wiem, że to operacja, inwazyjna, że narkoza i takie tam, ale mogę także nie przeżyć codziennej drogi autem do pracy. A myślę, że wszystko będzie ok! Ktoś powiedział, że Bóg daje nam do niesienia krzyż tak ciężki, żebyśmy go unieśli.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *