Jakoś tak za szybko płynie czas. Ledwo się oglądnęłam, a to już połowa lipca… Mam ostatnio taki okres przygnębienia, małej deprechy, ale chyba najgorsze mam już za sobą. I mam to tak podczas tej choroby, że bez jakiegoś istotnego powodu zaczynam spadać w dół, nic mnie nie cieszy, nie mam ochoty się spotykać, byle słowo, a już mam wilgotno pod powiekami. A jeszcze znajdą się tacy, którzy zamiast mnie wspomóc w tym okresie, albo po prostu nie szkodzić, jeszcze bardziej mnie dobijają. Ale dobra. Myślę, że na pewno wpływ na to moje samopoczucie miały następstwa pewnej imprezy i zbliżające się terminy rezonansu magnetycznego. Wczoraj miałam MR rdzenia kręgowego, dziś głowy. Denerwuję się trochę, jakie będą wyniki to raz, no i denerwowałam się, bo pierwszy raz miałam MR robione, odkąd mam stent. No ale wszystko było ok wczoraj, to dziś też będzie. Jak będę miała wyniki, to napiszę.