Wczoraj miałam 36 urodziny. Stara d… ze mnie :) Ale ani się tak nie czuję, ani chyba za bardzo nie wyglądam :) Zdecydowałam się o czymś napisać, choć na początku nie chciałam, żeby ktoś o tym wiedział. Trochę ze wstydu, trochę dlatego, że ten problem uważany jest ciągle jako oznaka słabości. Pogubiłam się. Wiele zdarzeń się na to złożyło, o których nie będę pisać, nie mających bezpośredniego źródła w mojej chorobie. Pod koniec zeszłego roku zaczęło być już tak niefajnie, że oprócz braku ogólnej szczęśliwości, zaczęłam odczuwać totalną pustkę, zobojętnienie, nic mnie nie obchodziło, stroniłam od znajomych, na Sylwestra jechałam jak na skazanie, płakałam 1000 razy dziennie, a jak nie, to miałam totalną zwichę i nieobecna patrzyłam się przed siebie. W styczniu pewne niepokojące zachowania wobec mojego dziecka, na którym zaczęło się to wszystko za bardzo odbijać, skłoniły mnie w końcu do udania się do psychologa. Pani stwierdziła, że mam łagodną depresję i zaleciła mi rozmowy z psychoanalitykiem, a także zaleciła mi tabletki przeciwdepresyjne. Jestem na nich półtora miesiąca i muszę powiedzieć, że powoli się pionizuję. Pomogły mi znaleźć punkt podparcia, z którego mogłam się odbić. Przez ten czas płakałam tylko dwa razy, zauważyłam, że nie myślę o przykrych rzeczach, jakby zostały gdzieś za mną. Pokryłam się grubym pancerzem, od którego emocje się odbijają. Teraz wiem, że za późno zgłosiłam się z prośbą o pomoc do psychologa. Na ogół jakoś zawsze umiałam poradzić sobie z problemami. Aż w końcu nie potrafiłam… To żaden wstyd poprosić o pomoc. Obciachem byłoby nic nie zrobić i zapaść się totalnie. Pisałam wcześniej, że przyczyna tego stanu rzeczy nie była bezpośrednio związana z chorobą, ale miała na nią pośredni wpływ. Zaczęłam się szybciej męczyć. No a przede wszystkim zaczęłam odczuwać osłabienie lewej ręki. Jak jestem bardzo zmęczona, to czuję czasem osłabienie lewej ręki. Ale wtedy czułam je codziennie. Do tego stopnia, że miałam problem z utrzymaniem siatki z zakupami i zaczęły mi wypadać naczynia, jak np. myłam je. Teraz to minęło. Jestem coraz silniejsza. No i śmieję się, szczerze. Wiem, że będzie dobrze.
RESPECT za odwagę!!!! To, co napisałaś jest bardzo ważne. Dla wszystkich. Wielki szacun! Teraz będzie już tylko lepiej. No i wiosna wreszcie przyszła :-) Trzymaj się tam!