Oto jestem. Teraz to już przegięcie na całej linii. Prawda jest taka, że nie jestem humanistką i pisanie nie jest moją mocną stroną. Zawsze znajdą się „ważniejsze” rzeczy do zrobienia niż posadzenie swoich czterech liter na krześle przed kompem i napisanie czegoś na stronce.
W maju wyjechałam razem z członkami stowarzyszenia na 2 tygodnie na rehabilitację do Szczyrku. W ośrodku „Adam” wyciskano z nas siódme poty, ale warto było. Bazę rehabilitacyjną i kadrę mają bardzo fajną. Po raz pierwszy ćwiczyłam tam metodą PNF. Podwiązywali mnie na linach zwisających z sufitu (ruchomej platformy) i chodziłam, sama naprawdę chodziłam :) Co prawda czułam się trochę jak kukiełka w teatrzyku dla dzieci, ale uczucie, że potrafię sama chodzić – bezcenne. Potem jeszcze przed wakacjami miałam rezonans magnetyczny głowy i rdzenia kręgowego, który nie wykazał na szczęście żadnych nowości. Z tego wynika, że to odrętwienie, które miałam na początku roku i z którym wylądowałam w szpitalu to nie był rzut, tylko dyskopatia. No ale czemu się dziwić, przecież od czterech lat chodzę o jednej kuli, krzywo, stale przechylona na jedną stronę. Wakacje minęły…… a były w tym roku wakacje? No właśnie tak. A teraz II klasa Michała, przygotowania do Komunii Św. ruszyły(i w szkole, i w kościele). Ja czuję się na ogół dobrze, staram się, jak mogę, żeby udawało mi się wszystko, co zaplanuję sobie dnia poprzedniego. Siedzę teraz pisząc to przed oknem, jest chłodno, ale słonecznie, zaczyna się jesień, ale bym poszła na spacer…