Wiara w siebie

Myślałam, że napiszę dzisiaj jak pojawiła się u mnie choroba i jej historię. Ale nie. O tym napiszę wkrótce. Dziś zasmuciła mnie bardzo pewna prawda, która do mnie dotarła. Należę od roku do Stowarzyszenia Chorych na SM „SEZAM” (baner pojawi się za niedługo!) i dziś mieliśmy spotkanie. Muszę to zaznaczyć, że spotkałam tam bardzo fajnych ludzi, młodych, starszych, nieważne, są super! Z każdego spotkania wychodzę uskrzydlona! Dzięki Wam za to. Ale nie o tym chcę pisać.  Chcę napisać o czymś przykrym.  Absolutnie nie przykrym dla samego Stowarzyszenia. O czymś co siedzi w głowach młodych ludzi chorych na tę chorobę – nie wszystkich oczywiście. Przez te parę miesięcy jak tam jeżdżę, w rozmowach z różnymi osobami przewija się prawie absolutny brak wiary w przyszłość, brak pewności siebie, stosunkowa niska samoocena. Ja też poniekąd cierpię na te przypadłości. Staram się z nimi walczyć, z różnym skutkiem, nieraz upadam pod tym krzyżem, który nazywa się SM. Ale mam rodzinę, z której jestem bardzo dumna i wspaniałych przyjaciół – oni zawsze mnie podnoszą. W głowach tych młodych ludzi, młodszych znacznie ode mnie, znacznie w lepszej kondycji fizycznej, siedzi strach. Boją się założyć rodziny, bo nie wiadomo, co będzie dalej. Jak mają już rodziny, to boją się mieć dzieci, bo może przekażę dziecku to cholerstwo, albo nie dam rady w wychowaniu, bo np. wyląduję na wózku, bo nie będę mógł pracować. No i czy ta druga strona zaakceptuje mnie i dodatek (w prezencie gratis SM). Czy w pewnym momencie nie podda się i nie odejdzie.

To jest okropna choroba, że pomimo tak poważnych problemów z ciałem, powoduje tak poważne problemy z psychiką. U ludzi, którzy dopiero stratują w dorosłe życie, przecież tyle przed nimi. Ja nie potrafię znaleźć recepty na te problemy, sama jej czasami potrzebuję. Mogę napisać tylko tyle, że poznałam mojego męża w trzecim roku mojej choroby. Nie wyglądałam wtedy na chorą osobę. Rafał wiedział o SMie więcej, niż ja, gdyż byłam wtedy na etapie wypierania choroby ze swojej świadomości. Wiedział, do czego ona może doprowadzić i został ze mną na dobre i złe. Potem urodził się Michał. I wiem teraz, że gdybym ich nie miała to teraz siedziałabym w psychiatryku. Moje życie było by niewiele warte. Chyba miałam cholerne szczęście!!!

Życzę Wszystkim takiego szczęścia!!! I więcej wiary w siebie!!!

Jeden komentarz do “Wiara w siebie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *