Byliśmy w trójkę (ja, Rafał i Michał) w zeszły weekend na majówce ze Stowarzyszenia w Brzeźnicy koło Tarnowskich Gór. Pogoda nam dopisała, bo w tych ulewnych tygodniach były to jedyne w miarę pogodne dni – deszcz zaczął padać, jak wyjeżdżaliśmy, jakby czekał na swój moment. Było jak zwykle wesoło, gry i zabawy, karaoke, tańce i inne napoje :) Nawet ja zatańczyłam 2 piosenki!!! Ale z takim partnerem to można tańczyć! Trzymał mocno i stabilnie, więc nie miałam obawy, że zaraz gdzieś odpadnę, odrywałam nogi i to coś naprawdę przypominało taniec, a nie tylko kolebanie się :) Dzięki!! To było coś. Już tak dawno nie tańczyłam… W nocy hitem okazała się farelka, którą wzięliśmy z domu, nauczeni poprzednim biwakowaniem w Brzeźnicy. Było zimnawo, ale daliśmy radę :)
Jak to jest, że u nas w Polsce ostatnimi czasy nie ma normalnego lata, czy wiosny? Leje i leje od miesiąca, zimno, a teraz nagle od dwóch dni od razu upał 30 st.C. Wiem, że wszyscy są tego spragnieni, ale ja nie. Już się martwię, jak dam sobie radę w tym tygodniu. W pracy nie mam klimatyzacji, a ponieważ pomieszczenia, w których pracuję są od południa, to przez cały dzień operuje słońce. W pokoju mamy ok. 40 st.C i praktycznie żadnej możliwości zrobienia jakiegokolwiek przeciągu (małe uchylne okienko!). Jak już się podgotuję w pracy, to zagotuję się w aucie, które stoi cały dzień w pełnym słońcu, bo nie ma innej możliwości. Jakieś 50 st. C. Jak parkuję pod domem to w zasadzie wypadam z samochodu, bo nogi mam tak zdrętwiałe, że ledwo utrzymuję pion. I w dodatku mi słabo. Mogę zapomnieć, że coś zrobię, np. zakupy, że coś załatwię po pracy, toż to masakra, Panowie. Ale to może zrozumieć tylko ktoś chory na SM. Także wszyscy się cieszą z temperatury i słoneczka, a ja NIE!!!!! Gdzie się podziały nasze polskie letnie dni? 25 st.C, słońce i wszystko dało by się szczimać, a tak? MASAKRA!