Limit wyczerpany

Staram się zawsze do nowości podchodzić z chłodnym opanowaniem, tak, żeby się nie rozczarować. Gdzieś jednak zawsze w jakim kąciku mojego mózgowia tli się wielka nadzieja. No i kolejny raz się okazało się, że limit szczęścia w tym życiu już wykorzystałam. Po ostatnim wpisie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki, wszystko zaczęło się zmieniać. Zaczęłam dołować w każdym obszarze: psychicznie i fizycznie. Czytaj dalej

(Nie?) Dobre zmiany

Nigdy nie przypuszczałam, że ten rok będzie dla mnie prawdziwą rewolucją. A zaczęło się gdzieś w marcu. Zaczęłam się czuć z każdym dniem coraz gorzej, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Nie było dnia, w którym bym nie płakała. Doszło do tego, że miałam kłopot dostać się do domu, a mieszkam na parterze i mam do pokonania tylko 6 schodów! Przede mną była jeszcze Komunia mojego dziecka, a ja byłam w totalnej rozsypce. Stać mnie było tylko na to, żeby chodzić do pracy, nic poza tym nie byłam w stanie z siebie wykrzesać. Czytaj dalej

31 Styczeń 2013

Z powodu różnych okoliczności, dopiero niedawno odebrałam informację dotyczącą kwoty z 1% z podatku za zeszły rok, która wpłynęła na moje subkonto w Śląskim Stowarzyszeniu Chorych na SM SEZAM. Nie ma tam wyszczególnionych osób z imienia i nazwiska, dlatego Wszystkim Bardzo DZIĘKUJĘ! W tym słowie, uwierzcie mi, zawiera się wszystko, cała moja wdzięczność!

Jeśli i w tym roku zechcielibyście wspomóc moje leczenie i rehabilitację przekazując 1% swojego podatku, to wystarczy na druku PIT wpisać KRS mojego Stowarzyszenia i zaznaczyć, że to dla Małgorzaty Marzewskiej-Fligier. A jeśli będziecie chcieli przekazać 1% dla całego Stowarzyszenia, to wpisuje się nr KRS i tyle.

Cięgle w naszym kraju my chorzy na stwardnienie rozsiane musimy walczyć o leczenie,

żeby nolmalnie żyć, dlatego potrzebuję

WASZEJ POMOCY!!!

A nr KRS Stowarzyszenia to 0000269884

18 Grudzień 2012

Za szybko ten czas pędzi! Kolejny rok minął… To jakaś masakra, jak szybko zbliża się jesień…

Ale na razie jest zima i Święta, sorry, ale wcale ich nie czuję. Może dlatego tak piszę od rzeczy. W pracy mam jakiś obłęd, nie mam nawet czasu, żeby kupić prezenty, jakoś zatrzymać i zamyśleć się nad Tajemnicą Bożego Narodzenia.

Życzę Nam wszystkim małego spowolnienia, takiego przystanku, spokojności i złapania oddechu! Zdrowia i uśmiechu!

WESOŁOŚCI NA TE ŚWIĘTA!

Wyrok

Do tego wpisu sprowokowała mnie kampania SM – walcz o siebie, której reklamówka pojawiła się w środowym wydaniu Metra (26.09.). „Stwardnienie rozsiane to nie wyrok. Trzeba walczyć o marzenia”. Myślę, że to, co napiszę, to brutalna prawda, ale prawda NIESTETY.

W naszym kraju stwardnienie rozsiane to wyrok! I tak wiele się poprawiło, jeśli chodzi o dostępność do leczenia od momentu, kiedy ja zachorowałam 12 lat temu. Ale droga takiego Kowalskiego (wiek ok. 23 lat), któremu oznajmiono, że choruje na SM nie będzie usłana różami. Czytaj dalej

23 Wrzesień 2012

Oto jestem. Teraz to już przegięcie na całej linii. Prawda jest taka, że nie jestem humanistką i pisanie nie jest moją mocną stroną. Zawsze znajdą się „ważniejsze” rzeczy do zrobienia niż posadzenie swoich czterech liter na krześle przed kompem i napisanie czegoś na stronce.

W maju wyjechałam razem z członkami stowarzyszenia na 2 tygodnie na rehabilitację do Szczyrku. W ośrodku „Adam” wyciskano z nas siódme poty, ale warto było. Bazę rehabilitacyjną i kadrę mają bardzo fajną. Po raz pierwszy ćwiczyłam tam metodą PNF. Czytaj dalej

6 Luty 2012

No i przyszedł na mnie czas, wylądowałam w styczniu w szpitalu. Zdrętwiała mi lewa noga gdzieś w święta, a ponieważ nic nie przechodziła, no to zdecydowałam się położyć. Dostawałam końskie dawki sterydów, bo przez 4 dni po 1 g, oczywiście nie odbyło się bez potwornego bólu głowy i do tej pory nie wiem, czy to był rzut czy nie. Dowiem się w czerwcu, bo wtedy mam termin rezonansu.  Dlatego piszę, że nie wiem, bo zrobiono mi w szpitalu zdjęcie RTG kręgosłupa lędźwiowego i wyszła mi dyskopatia. Czytaj dalej

29 Grudzień 2011

Koniec roku to taki moment, że większość podsumowuje swoje dotychczasowe życie. No więc pomyślałam sobie, że ja też nie będę gorsza i podsumuję moje 11 lat z chorobą. Nie będę się skupiała na objawach postępującej choroby, ale raczej na emocjach.

Pierwsze objawy minęły równie szybko, jak się pojawiły. Strach pt. „co się ze mną dzieje, że nie umiem utrzymać równowagi, że kręci mi się w głowie, jak stoję wyprostowana, mam odrętwiałe ciało” też minął bardzo szybko. Nie rozumiałam, dlaczego mama była zapłakana, jak weszłam kiedyś nieoczekiwanie do pokoju lekarskiego. Podejrzenie jakiegoś SM? Czytaj dalej